poniedziałek, 18 sierpnia 2014

Rozdział siódmy

*Harry's POV*
Wpatrywałem się w odchodzącą parę, pełny złości. Myślałem, że przez obicie mordy temu paskudnemu blondynowi, Liz zrozumie, że nie podoba mi się jej zachowanie. Mimo tego, ona ciągnęła to dalej, chcąc mnie jeszcze bardziej wkurzyć. Od dłuższego czasu nie wiedziałem już nawet, o co chodziło tej dziewczynie. Jeszcze do niedawna prosiła, abym nie odchodził, teraz grała w jakąś gierkę: unikała mnie lub próbowała doprowadzić do zazdrości, co wychodziło jej wspaniale. Doskonale wiedziała, że wiele dla mnie znaczy, a ja nie pozwolę na istnienie jakiejkolwiek konkurencji.
Zacisnąłem mocniej dłoń na oparciu kanapy, widząc jak Elizabeth i ten idiota, Ashton, idą drogą między drzewami, która prowadziła do parku. Po śniadaniu urocza randka podczas kiedy ty Styles, siedzisz tutaj i użerasz się z bandą jakichś przygłupich studentów. Cudownie to wymyśliłeś - znowu spierdoliłeś. Nie wiedziałem, czy tu zostać, czy może iść za nimi i doprowadzić to ich romantyczne spotkanie do końca. Mogłem przecież pokazać, że nie jestem kimś, kim ta dziewczyna mogła pomiatać, mogłem kolejny raz pokazać swoją wyższość nad fagasami, z którym się umawiała. Jednak ja wciąż tu siedziałem, cały czas wpatrując się w to jedno miejsce, w którym zniknęli za niewielkimi budynkami.
Z rozmyślań otrząsnąłem się dopiero, gdy ten obraz zasłoniła mi czyjaś ręka. Dopiero po dłuższej chwili i jej machaniu mi przed oczami, zorientowałam się, że to damska dłoń, pełna biżuterii na niej. Zamrugałem oczami i spojrzałem w stronę jej właścicielki - Jenny.
- No, nareszcie - rzuciła z wyrzutem, nie była zadowolona z mojego zachowania. - Obudziłeś się z tego transu. 
- Nie widzieliśmy co ci się stało. Mówiliśmy do ciebie, a ty nic - dodał jedyny, oprócz mnie, chłopak w tym zgrupowaniu. Miał na imię Adam i jako jedyny wydawał się być warty mojej uwagi. Nie był tak postrzelony, jak cała reszta kolesi, których poznałem dziś rano dzięki Jennifer. 
- Uch, ja.. - zacząłem, jednak nie mogąc wymyślić jakiegoś racjonalnego wytłumaczenia, po prostu dokończyłem: - Zamyśliłem się nieco, albo zapatrzyłem..
- Na Liz? Bo Jenny coś mówiła, że.. - mówiła Sam, ta najbardziej zagubiona, najbardziej obawiająca się swojej blond przyjaciółki. Dlatego też właśnie urwała w połowie zdania, bo Jenny posłała w jej stronę wzrok, który gdyby mógł, od razu by zabił. Nie myślałem, że mogą cokolwiek wiedzieć o mojej przeszłości, a jednak. Zainteresowana zdecydowanie wszystko wygadała swojej współlokatorce.
- Nic nie mówiłam - odparła poważnym głosem Jennifer, podniosła czerwony kubek z coca-colą i przystawiła słomkę do ust, wzięła łyk. Twierdziła, że słodki napój na śniadanie przyśpiesza proces odchudzania. Dla mnie wydawało się to absurdalne, ale kto wie? To są kobiety, one mają własne prawa i zasady.
Wyciągnąłem niedawno kupiony telefon z kieszeni i go odblokowałem. Żadnych nieodebranych połączeń, czy wiadomości. Dlaczego w ogóle łudziłem się, że Liz zamierza do mnie zadzwonić? Z pewnością musiała być niezadowolona z mojej dzisiejszej wizyty tutaj. Sam nie byłem z niej zadowolony, nie lubiłem tych ludzi. Żyli chwilą, seksem i bogactwem. Do niedawna sam taki byłem, ale.. Zmieniłem się. Zmieniłem się przy Elizabeth. Pragnąłem tylko jej i wiedziałem, że moje uczucie było prawdziwe. 
Wszedłem w listę swoich kontaktów, na których widniał numer dziewczyny na pierwszym miejscu. Chciałem do niej zadzwonić, ale zamiast naciśnięcia zielonej słuchawki, skarciłem się w duchu i przewinąłem listę dalej, ku dołowi. Znalazłem to imię i nazwisko. To, dzięki któremu mogłem dowiedzieć się, co w tym wszystkim do roboty miał Irwin. Szczerze go nienawidziłem, a on to równie gorąco odwzajemniał. W tym wypadku nie chodziło już o żadną z gangsterskich spraw, ale o dziewczynę. Jego dziewczynę, która w zeszłoroczną wiosnę wpakowała mi się do łóżka. Nawet nie wiedziałem, że z nim była. Przespaliśmy się, ostatecznie zaszła w ciążę, powiedziała mu i słuch o niej zaginął. Nawet nie wiedziałem co teraz się z nią działo, nikt nie wiedział. Za to mój konflikt z gangiem z zachodniego Quincy się pogorszył i takim sposobem straciłem ojca, który nawet nie był moim ojcem. Podła sprawa.
Wstałem ze swojego miejsca i spojrzałem na całe towarzystwo, wciąż siedzące przy stoliku. Znowu wyrwałem się z ich rozmowy, całkowicie o nich zapominając. Ich miny były niepewne, nie wiedzieli skąd moje nagłe zachowanie. Westchnąłem bezgłośnie i przeczesałem palcami włosy.
- Muszę zadzwonić - rzuciłem, po czym udałem się do wyjścia.
Stanąłem w miejscu, w którym nikt nie mógł mnie zobaczyć. Ceniłem sobie prywatność, zwłaszcza podczas rozmów zawodowych. Wiedziałem, że po wypłynięciu kilku informacji w świat zwykłych ludzi, mógłbym niezwłocznie trafić za kratki. I tym razem Liz już z pewnością nie chciałaby mnie ratować. Nacisnąłem na to jedno imię i nazwisko, które mogło pomóc mi rozjaśnić całą sytuację, a połączenie się rozpoczęło. Nie czekałem długo - już po kilku sygnałach, Niall Horan odebrał.
- Czego chcesz Styles? - zapytał lekceważącym tonem. Mimo moich uczuć do jego siostry, wciąż mnie nienawidził.
- Wyjaśnień - wymamrotałem niedbale, przewracając oczami. - Co tu do jasnej cholery robi twój ukochany Ashton Frajer Irwin?!
- Och, czyli miałem rację. Szpiegujesz moją siostrę.
- No i co ci do tego? Co on tu robi?
- Pilnuje jej, żeby taki baran jak ty, nie potraktował już drugiej dziewczyny z jego otoczenia w ten sam sposób. Chyba nie muszę ci przypominać pięknej Lindsey, jej ognistych włosów i niebieskich jak ocean oczu? 
- Ciesz się, że to rozmowa przez telefon - prychnąłem, opierając się o mur. Nerwowo oblizałem usta. - W innym razie przypierdoliłbym ci tak, że byś nie wstał.
- Tak, tak, przerabialiśmy to już chyba kiedyś. Prawda cię boli. 
- Zabierz go stąd albo skończy tak jak reszta moich wrogów, metr pod ziemią - ostrzegłem go, po czym zakończyłem rozmowę i wyłączyłem telefon. 
Teraz byłem jeszcze bardziej wkurzony, niż wcześniej. Niepotrzebnie dzwoniłem, skoro i tak nie dowiedziałem się praktycznie niczego. Wątpiłem w to, że tak zwyczajnie Liz jest chroniona przede mną. Przecież nic bym jej nie zrobił. Na pewno nie bez jej pozwolenia. Wyszedłem zza baru, po drodze kopiąc ze złością puszkę po piwie w stronę śmietnika. Musiałem się jakoś wyżyć, nie stosując przy tym większej przemocy. Jednak gdy tylko spojrzałem na grupkę moich "przyjaciół", odechciało mi się wracać do środka. W końcu im tego nie obiecywałem, więc spokojnie mogłem wrócić do Bostonu, gdzie aktualnie zajmowałem jedno z mieszkań w wieżowcu.

Od autorki: Równe tysiąc słów. Mało, ale jak na razie powinno wystarczyć. Przynajmniej w tym rozdziale. Ostatnio mam jakiś kryzys i na nowo zastanawiam się, czy pisanie drugiej części Missed Call ma sens. Kilka dni temu przeczytałam o tym, że opowiadanie jest od pewnego czasu beznadziejne, a ja za dużo wymyślam. Czy to nie znak, że się wypaliłam już w pisaniu go i próbuję na siłę rozkręcić akcję? Co myślicie? Warto kontynuować?

16 komentarzy:

  1. Mi osobiście się bardzo podoba :) i czekam na dalsze rozdziały :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Oczywiście ze warto co ty wgl pieprzysz rozdzial swietny tak jak caly blog a wiec pisz dalej :*** weny

    OdpowiedzUsuń
  3. oczywiście, że warto :) rozdziały są super ... czekam na następny :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja sądze ze opowiadanie jest genialne czekam na kolejne rozdzialy:-) ta historia mie zaciakawila i chce przeczytac ja do konca:-) oby bylo wiecej Niallaw w nastepnych rozdzialas moze Louis albo jakas akcja z Zaynem moze zeby zaprzyjaznik sie z Liz:-) tak jak mowilam czekam na kolejne rozdzialy

    OdpowiedzUsuń
  5. Opowiadanie jest genialne, a że niektórzy nie rozumieją że musi być wprowadzenie to ich problem. Jesteś wspaniałą pisarką i warto dalej pisać :*
    Co do rozdziału to am ochotę wszystkich tam powybijać a Hazze i Liz zamknąć gdzieś i wypuścić jak się pogodzą :"
    Weny miśka i dawaj nexta :*

    OdpowiedzUsuń
  6. Moim zdaniem powinnaś pisać to opowiadanie. Jest genialne! <3

    OdpowiedzUsuń
  7. Miki jest zwykłą nastolatką z Polski. Jej życie nie jest zbytnio ciekawe, ale oczywiście do momentu. A wszystko zaczęło się czerwcowego wieczora, kiedy Liam Payne dał jej follow na twitterze.
    Zapraszam na mojego bloga: http://pokonac-grawitacje.blogspot.com
    xo

    OdpowiedzUsuń
  8. Nie przestawaj pisać twój blog jest boski ~cleo

    OdpowiedzUsuń
  9. Mmmm :D W końcu perspektywa Styles'a :) Dobrze, dobrze ^^ Czekam na kolejny. xo

    OdpowiedzUsuń
  10. Nominowałam ciebie do Liebster Blog Award. Pytania są na moim blogu.
    http://innocency-zaynmalik.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  11. Nie rezygnuj z powodu paru negatywnych opini. Niektórym pewnie przestało się podobać, ponieważ w pierwszej części było więcej akcji. Jednak mnie się bardzo podoba. Świetnie piszesz. Czekam na kolejny rozdział.

    OdpowiedzUsuń
  12. Kiedy będzie następny rozdział?

    OdpowiedzUsuń
  13. ten kto napisał, że opowiadanie jest beznadziejne jest kompletnym idiotą! opowiadanie jest genialne, w sumie moje ulubione, zawsze z niecierpliwością czekam na kolejny rozdział (teraz byłam na obozie, dlatego nie mogłam przeczytać), moim zdaniem ten człowiek pieprzy głupoty, piszesz świetnie i wielu ludziom się to podoba, nie rezygnuj, proszę :) btw. rozdział świetny!
    @serioouss x

    OdpowiedzUsuń