poniedziałek, 4 sierpnia 2014

Rozdział szósty

To była już kolejna noc z rzędu, podczas której spałam raczej niespokojnie. Dręczyły mnie najróżniejsze koszmary, wszystkie związane z Harrym, a kiedy tylko udało mi się przebudzić, choć na chwilę, nieustannie miałam poczucie, że oprócz mnie i Jenny, w pokoju znajduje się jeszcze jakaś trzecia osoba, która nas obserwuje. Niestety nie mogłam nikogo zlokalizować swoim wzrokiem wśród ciemności, a więc kontynuowałam sen, który i tak po niedługim czasie był przerywany przez następny koszmar. Ostatecznie obudziłam się nieco po jedenastej, jednak nie odczuwałam już zmęczenia. Jedynym minusem tego poranka był ból głowy, który w tym miejscu stawał się dla mnie już codziennością. Zastanawiałam się nad pójściem do lekarza, ponieważ było to dla mnie naprawdę uciążliwie. Nie mogłam racjonalnie myśleć.
Leniwie podniosłam się z łóżka, aby móc lepiej rozejrzeć się po pokoju. Jennifer już nie było, najwyraźniej zdążyła już wyjść na śniadanie. Wzięłam komplet czystych ubrań, po czym powlekłam się wolnym krokiem do łazienki, w której wzięłam prysznic. Następnie ubrałam się i rozczesałam swoje blond włosy, które były już nieco przydługie. Potrzebowałam fryzjera. Przejrzałam się w lustrze i w sumie nie wyglądałam aż tak źle, chociaż, jak później stwierdziłam, byłoby mi lepiej bez tych podkrążonych oczu. Zdecydowanie płakałam wczoraj zbyt wiele razy. Cicho westchnęłam, próbując nie wracać choć przez chwilę do wydarzeń dnia wczorajszego. Nie chciałam niepotrzebnie wprowadzać się w stan wyrzutów sumienia i wszechogarniającego smutku. Schludnie wygładziłam swoją bluzkę o kolorze dojrzałych irysów oraz brązowe spodnie, uznając, że jestem gotowa do wyjścia. Założyłam na nogi swoje beżowe baleriny, po czym opuściłam pokój.
Standardowo udałam się do centrum miasteczka studenckiego, gdzie mogłam coś zjeść. Jak to o tej porze dnia, kręciło się tu wiele osób - wracających ze śniadań, lub tak jak ja, dopiero na nie idących. Niektórzy wybierali się również na zakupy lub na zwykły spacer. Zdołałam zauważyć, że mimo wczorajszego wydarzenia, tutejsze nastroje się nie zmieniły. Ludzie zwyczajnie się do siebie uśmiechali i żartowali, donośnie się przy tym śmiejąc. Poczułam się tym dotknięta, jednak może to był tylko mój problem, a ja niepotrzebnie go chciałam wyolbrzymić. Weszłam do baru, w którym dwa dni temu jadłam fast-foodową kolację. Na razie jednak podawali tam tylko zestawy śniadaniowe. Podeszłam do kasy i zamówiłam naleśniki wraz z gorącą herbatą. Szybko otrzymałam swoje zamówienie, razem z kompletem plastikowych sztućców, po czym powędrowałam do swojego ulubionego stolika pod oknem, który cudem nie był zajęty, nawet mimo prawie przepełnionego lokalu. Postawiłam tacę na stoliku, po czym odsunęłam krzesło i usiadłam na nim. Nie zdążyłam ukroić nawet jednego kawałka mojego naleśnika, gdy wyczułam postać, stojącą nade mną i przyglądającą się moim czynnościom. Podniosłam wzrok, modląc się o to, aby chociaż raz moje przypuszczenia się nie sprawdziły. 
Tym razem los mnie wysłuchał, za co w duchu byłam naprawdę wdzięczna, a do mojego stolika, bez żadnego pytania, dosiadł się rozweselony chłopak o iskrzących się, ciemnych oczach i włosach, które opanować mogła tylko bandana na jego głowie. Jego ubiór nieco przypominał mi ten Harry'ego, dlatego przez myśl przeszło mi to, czy czasem to nie jego jakiś znajomy, którego zatrudnił do pilnowania mnie. W końcu chłopak miał na sobie ciemnoszarą koszulkę bez rękawów z logo jakiegoś rockowego zespołu, którego nawet nie rozpoznawałam, a na nogach dobrze dopasowane, czarne spodnie. Wyglądał co najmniej dobrze. Mimo to nie zamierzałam być dla niego miła. Nie chciałam mieć żadnej niańki, nawet jeśli miałaby być ósmym cudem świata. 
- Wypadałoby się zapytać, czy to miejsce nie jest zajęte - zwróciłam blondynowi uwagę, a on jedynie się roześmiał. Jednak nie był to śmiech złośliwy, lecz prawdziwy, z głębi serca. Naprawdę dziwiło mnie, co go tak śmieszy w tym zdaniu.
- Eliz, oboje doskonale wiemy, że nie miałabyś z kim tu siedzieć. Twój kumpel jest w szpitalu, blond-suko-współlokatorka.. Kto chciałby z nią spędzać w ogóle czas? A już były, choć nie doszły chłopak.. Naprawdę wyobrażam sobie jak ci działa na nerwy. Powiem ci coś w sekrecie - powiedział, a po chwili przybliżył się do mnie i powiedział dużo cichszym, przez co nieco syczącym, głosem - Styles to palant jakich mało. 
Zmarszczyłam brwi i odłożyłam sztućce. Odechciało mi się nawet już jeść od tego monologu. Byłam totalnie zdezorientowana zachowaniem blondyna. Skąd on mnie znał i co tu robił? I skąd znał Harry'ego? Oczekiwałam jak najszybszych wyjaśnień. 
- Kim ty w ogóle jesteś?
- Jestem Ashton - przedstawił się chłopak, wracając na swoje poprzednie miejsce. Najwyraźniej wyczuł, że czułam się niezbyt komfortowo z jego twarzą, tak blisko mojej. 
- Podejrzewam, że nie należysz do grupki przyjaciół Harry'ego - zaśmiałam się cicho, kręcąc głową. - W innym razie wiedziałbyś, że za tego palanta możesz stracić głowę.
- Ale wiesz co wiem, i to z własnego doświadczenia? Że jeśli Styles nie popisuje się przed żadną panną, to jest zwyczajnym cieniasem. 
- Cenny fakt - zauważyłam, uśmiechając się do swojego rozmówcy. Moje złe nastawienie już ze mnie uleciało, a ja czułam, że tego kolesia nie da się nie lubić. Był miły i wyjątkowo zabawny.
- Wiem, wiem, ale jedz, bo mi tu zmizerniejesz. Smacznego, Eliz.
Pokręciłam głową ponownie i na nowo wzięłam sztućce do rąk, a następnie zaczęłam jeść. Blondyn cały czas mnie obserwował, jednak nie robiło mi to żadnej różnicy. Zwyczajnie patrzył - nie wlepiał we mnie wzroku tak, jakby zaraz miał mnie nim rozebrać. Po kilku minutach ciszy, w spokoju skończyłam posiłek. 
W tym samym momencie usłyszałam głośny śmiech jakiejś grupy, która właśnie wchodziła do baru. Instynktownie obróciłam się w ich stronę, aby sprawdzić kim są ci ludzie. Jak szybko to zrobiłam, tak prędko tego pożałowałam. Na czele szła Jenny wraz z Zaynem, za nią jej przyjaciółka, której imienia nie zapamiętałam, nawet mimo wcześniejszego jej spotkania, dwie nieznajome mi dziewczyny, jakiś chłopak i na samym końcu, najbardziej roześmiany z nich wszystkich.. Nie. On nie mógł mi robić tego po tym wszystkim, właśnie w tej chwili. On był..
- Bezczelny? - zasugerował Ashton tak, jakby właśnie wyczytał to słowo z moich myśli. - Na pewno. Ale no cóż, Jenny jakoś się musiała wkręcić w towarzystwo złego chłopca, a dla niego to jeszcze lepiej, bo przecież może wywołać w tobie zazdrość.
- Co?! - zawołałam z oburzeniem, na tyle głośno, że najbliższe dwa stoliki obejrzały się w moją stronę. Jego zachowanie naprawdę mi nie pomagało w opanowaniu złości. - Ja nie zazdroszczę, nikomu! On.. On już nic dla mnie nie znaczy!
- Dobrze, dobrze. Rozumiem. - Chłopak pokiwał głową i odsunął z mojego zasięgu talerz. Całkiem jakby się bał, że zaraz rzucę nim w tą blond zdzirę. Jednak w takich momentach przydawał się ktoś taki jak on, kto potrafił tak zręcznie przewidzieć moje następne działania. Nie chciałabym odkupywać tego talerza, zwłaszcza, że nie byłam pewna, czy byłabym w stanie go dorzucić, aż do jej stolika. - Spokojnie już, zaraz rozniesiesz to miejsce.
- Bo.. Ja..
- Wiem. Miałaś go na własność, a teraz ma go..
- Nie! - przerwałam mu, akcentując to, jak i następne słowa, ze zdecydowanie zbyt dużym rozmachem - Ona go nie ma! Ona ma chłopaka, a ja..
- Eliz, może wyjdziemy? - zapytał przyciszonym tonem chłopak. Zorientowałam się, że zaczęłam krzyczeć już na tyle głośno, że każdy obecny w barze mógł mnie usłyszeć. Zwłaszcza, że zapanowała cisza.
Pośpiesznie pokiwałam głową i wstałam. W tej samej chwili zobaczyłam dumny uśmiech na twarzy Jennifer, która dobrze wiedziała o swoim zwycięstwie. Harry nie był lepszy, na jego twarzy świecił jeden z tych bezczelnych uśmieszków, których nienawidziłam, a jego oczy dosłownie do mnie krzyczały, że jestem jego własnością. Jedynym kontrastem wobec zachowania tych dwojga był Zayn, siedzący w skupieniu z grymasem na twarzy. Zdecydowanie nie był zadowolony z uczestnictwa w randce swojej dziewczyny z innym facetem. A cała reszta ich niewyróżniających znajomych zwyczajnie nie była w temacie i rozpoczęła plotki na mój temat. Typowe. 
Głośno westchnęłam i udałam się szybkim krokiem za drzwi lokalu. Ashton szedł za mną. Przystanęłam przy wysokiej, ulicznej lampie, i oparłam o nią swoje plecy. Złapałam się za głowę, cały czas nią energicznie kręcąc. Nie mogłam uwierzyć w to, jak się zachowałam. To było do mnie niepodobne. Byłam na siebie niewyobrażalnie wściekła.
- To była totalna kompromitacja - oznajmiłam w końcu, przerywając ciszę i wypuszczając z siebie ogromne zasoby powietrza. - Co teraz sobie ludzie pomyślą? I nie chodzi mi o tą głupią bandę, ale o wszystkich! Na pewno wieści o niezrównoważonej psychicznie Elizabeth Horan rozejdą się z prędkością światła po całej uczelni.
- Każdemu może się zdarzyć. - Ashton wzruszył bezradnie ramionami i założył rękę na rękę. Widziałam, że cały czas, przez szyby, patrzył w stronę tego upiornego stolika. Chciałam również obrócić się w ich stronę, jednak chłopak prędko dodał: - Nie radzę.
Mimo jego ostrzeżenia, obróciłam się. Miał rację, a już kolejny raz tego dnia pożałowałam tego, że jestem na tyle ciekawska. Jenny bezczelnie wtulała się w tors Harry'ego, jakby umawiali się już od co najmniej kilku miesięcy, a on.. On zwyczajnie wpatrywał się we mnie i Ashtona, wciąż uśmiechając się w ten sam sposób, co przed kilkoma minutami. Chyba, że nie zdążył zauważyć, że zmieniła się już scena w przedstawieniu, w którym grał wraz ze mną od wczorajszego wieczora. 
- A nie mówiłem? - Westchnął głośno blondyn, kręcąc głową z dezaprobatą. Jednak ja wyciągniętą dłonią w jego kierunku, dałam mu znak, aby przestał. Coś było nie tak.
Zmrużyłam oczy. Nie zgadzała mi się liczba osób przy stoliku, a przynajmniej wydawało mi się, że był przy nich ktoś jeszcze. Dokładnie sprawdziłam każdego, kto przy nim siedział i nagle, dostałam olśnienia. Nie było Zayna. Jednak gdzie się podziewał? Jak na zawołanie, drzwi wejściowe lokalu trzasnęły z hukiem o framugę z takim impetem, że mogłabym przysiąc, że cały budynek się zatrząsł. Naprawdę cudem nie poleciały okna. Właśnie w stronę parkingu szybkim krokiem szedł Malik. Był wściekły i widać było, że lepiej z nim nie zadzierać w tej chwili.
- Dlatego właśnie nie chodzę na randki - zaśmiał się pod nosem blondyn, a ja jedynie pokiwałam głową, wciąż się śmiejąc.
- Mi na jego miejscu już dawno by puściły nerwy. Nie mogę zrozumieć, jak on w ogóle mógł się z nią umawiać. Jak to możliwe, być z taką jędzą? Powiedz mi, Ashton.
- Są rzeczy na niebie i ziemi, o których się nawet filozofom nie śniło - zręcznie zacytował Szekspira z ogromnym uśmiechem na ustach, a ja jedynie, już kolejny raz tego dnia, pokręciłam głową w niedowierzaniu.
- Chodź stąd, bo nie mogę już patrzeć na tą szopkę - powiedziałam, po czym pociągnęłam chłopaka za ramię w stronę dormitoriów, jednak po chwili zakręciłam, zdając sobie sprawę z tego, że Jenny po naprawdę krótkim czasie, aby ponownie zrobić mi na złość, może przyjść tam ze Stylesem. Dlatego uznałam, że najlepiej iść w.. nieznanym kierunku.

Od autorki: I tak oto poznaliście Ashtona, który stał się opiekunem Liz. No cóż, Niall się nieco obawia jednak o siostrę, zwłaszcza, gdy Harry się pojawił w mieście. A czemu sam się nie mógł stawić, dowiedziecie się w kolejnych rozdziałach. Mam nadzieję, że się spodobało. Jak tak, to standardowo proszę o komentarze, bo doskonale wszyscy wiedzą, jak mnie one motywują. Zwłaszcza jeden spod poprzedniego rozdziału, który nazwał naszą główną parę Helizabeth. Naprawdę, uśmiechałam się na myśl o tym przez następne trzy dni! Serdecznie Wam dziękuję moje misiaczki. Nowy rozdział w okolicach weekendu. Kocham Was. x

11 komentarzy:

  1. Harry = debil..hugh brak słów. Jak on tak może. Na miejscu Liz wzięłabym i mu wyjebała. Najpierw dzwoni, a później Jess?!?!? Hugh./.. -_- masakra. Wróciłaś??!!! :D jak wakacje??? dawaj nexta miśka plossse :) KC ,3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wakacje dobrze i wróciłam już dawno w sumie. :)

      Usuń
  2. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  3. Cudowny a harry mnie tak zaczął wkurzać że poprostu brak mi słów~cleo

    OdpowiedzUsuń
  4. Super! Witam serdecznie Ashtona xd coraz goręcej, czekam na więcej xo
    @marcy_offic

    OdpowiedzUsuń
  5. witamy Ashtona! on jest taki słodki i bedzie się opiekował Liz, awww.. xd Jenny to wredna suka, od początku wiedziałam, że jej nie polubię i że namiesza, a Harry.. no Harry jest w tym momencie dupkiem, nie dość, że to on najprawdopodobniej pobił Erica to jeszcze migdali się z tą zdzirą i myśli, że co? no kurde! czekam na następne x
    @serioouss

    OdpowiedzUsuń
  6. omg! Jeszcze ta Jenny jest odbijająca.
    Uwielbiam czytać twoje prace! :)

    OdpowiedzUsuń
  7. O Jezu już widać, że będzie się działo!!! Ten rozdział zdecydowanie wiele zapowiedział i pierwszy raz tak bardzo nie moge się doczekać następnego :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Genialny nowy bohater:-) fajnie by bylo gdyby Ashton albo Zayn zaprzyjaznil sie z Liz :-) oby Niall i Louis wrocili do akcji:-) czekam na kolejny rozdział:-)

    OdpowiedzUsuń
  9. Rozdział świetny. Ashton w roli opiekuna Liz. Podoba mi się. Czekam na kolejny.

    OdpowiedzUsuń
  10. [spam]
    Na moim blogu piszę opowiadania o One Direction, każde ma 9-15 rozdziałów, każde jest i będzie inne. Dopiero zaczęłam pisać tego bloga i liczę na opinię.
    http://pokonac-grawitacje.blogspot.com
    Miłego dnia
    x

    OdpowiedzUsuń