sobota, 4 stycznia 2014

Rozdział dziewiętnasty

Wczoraj wieczorem z rodzicami uzgodniliśmy, że w domu mojego brata spędzimy jeszcze tydzień, ponieważ po tak długim czasie rozłąki, chcieli oni spędzić z nim trochę więcej czasu. Chociaż nie wiedziałam nawet po co, bo Niall i tak miał nas gdzieś. Ale to i tak dobrze, że zajęli się nim, a nie mną, ponieważ wciąż nie miałam gotowej wymówki na to, co się ze mną działo przez tak długi czas. Bo obydwie wersje, nieważne czy ta prawdziwa czy wymyślona, spowodowałaby tylko kłopoty. Jeśli nie mnie, to Harry'emu. Zresztą, dlaczego ja się tak bardzo nim przejmowałam? To była jakaś ironia. Porwał mnie, przetrzymywał, doprowadzał do płaczu, chciał zabić. A ja teraz tak po prostu chciałam, aby był bezpieczny. Przetarłam oczy, stojąc w łazience i wpatrując się w lustro, tak jakbym chciała wyczytać z niego jakąś odpowiedź od losu, która pomogłaby poukładać wszystko w swojej głowie. Kim tak właściwie on dla mnie był? Na pewno nikim więcej niż zwykłym znajomym, o ile mogłabym go tak nazwać po tym wszystkim. Mimo wszystko ciągnęło mnie do niego i wciąż liczyłam na to, że jeszcze kiedyś nasze drogi się skrzyżują. Cicho westchnęłam, zakładając na siebie przyszykowany wcześniej różowy t-shirt i stare dresy Nialla, które przed wzięciem prysznica, wykradłam z jego garderoby. Czułam, jak z każdym dniem jestem coraz bardziej zmęczona tym całym zamieszaniem. Chociaż powinno się to zmienić z moim wyjazdem stąd. Tak, musisz wytrzymać jeszcze te siedem dni tutaj. Musisz i to zrobisz.
- Mogę wejść? - nagle głos mojej mamy, która pukała do drzwi łazienkowych, przedarł się do mojej głowy, kiedy ja akurat związywałam swoje włosy w kucyk.
- Tak, tak. W sumie nie ma potrzeby, już wychodzę - odpowiedziałam, szybko sprzątając swoje kosmetyki z umywalki, po czym wyszłam z pomieszczenia. Moja mama stała przy komodzie, oglądając wisiorek ze złotą zawieszką, która przedstawiała papierowy samolocik. - Coś się stało?
- Nie, nic. Chciałam ci tylko przekazać, że za pół godziny przyjedzie Lucas z rodzicami, więc się ubierz w coś mniej domowego, bo chyba będzie chciał gdzieś z tobą wyjść - zaświergotała niczym skowronek moja mama, a ja zaśmiałam się na jej uwagę i pokręciłam głową. W sumie jakby nie było, miała rację. Dawno nie widziałam go, a więc należała nam się wspólna chwila tylko we dwoje. Jednak skoro przyjedzie razem z nim jego rodzina, wątpliwe będzie to, że taką właśnie chwilę znajdziemy. Mama pomachała mi wisiorkiem przed oczami, sprawiając, że nagle otrząsnęłam się ze swoich marzeń. Miałam tyle do powiedzenia mojemu chłopakowi oraz tyle miejsc, gdzie mogłabym go zabrać, że naprawdę wątpiłam, że starczy mi na to czasu. - A to, od kogo? - zapytała, wskazując palcem na naszyjnik, a ja zmarszczyłam brwi. Nie przypominałam sobie, abym go od kogoś dostałam.
- Nie wiem - odpowiedziałam, pocierając swój nos. Przez te wędrówki po lesie na boso dostałam kataru, którego nie mogę się pozbyć już od kilku dni. - Nie przypominam sobie, aby tu jeszcze leżał zanim poszłam pod prysznic. Może Nialler mi go podrzucił?
- Niall ciągle śpi - zaśmiała się moja mama, a ja rozejrzałam się po pokoju. Na pewno nikogo tu nie było pod moją nieobecność. Mój pokój był na piętrze, a drzwi wejściowe do domu były zamknięte. Więc jak to możliwe, że ta biżuteria się tu znalazła? - Albo może ci się wydawało, że jej wcześniej nie było? Dobra, idź się lepiej szykuj. - powiedziała, odkładając naszyjnik na komodę, po czym wyszła z pokoju. Ja natomiast postanowiłam zostawić tą sprawę i zacząć się ubierać.
Wyciągnęłam z szafy pomarańczową, zwiewną sukienkę, która była jedną z moich ulubionych ze względu na swój żywy kolor oraz standardowo, parę brązowych balerin. Lucas zawsze uwielbiał, kiedy ubierałam taki strój, a więc to było pewne, że tym razem również mu się spodobam. Zadowolona udałam się do łazienki, gdzie rozpięłam włosy, lekko nimi potrząsając i się uśmiechając. Ten dzień zapowiadał się na wyjątkowo dobry. Zdjęłam poprzednie ubrania, po czym szybko nałożyłam na siebie sukienkę. Przejrzałam się w lustrze, po czym zakręciłam się wokół swojej własnej osi, a dół sukienki zafalował. Nie mogłam przestać się uśmiechać na wieść, że wreszcie zobaczę swojego chłopaka. Naprawdę za nim tęskniłam. Wpatrywałam się w lustro, ciągle przeczesując rękoma swoje włosy. Chciałam dziś wyglądać perfekcyjnie, jednak nie miałam pomysłu co zrobić ze swoimi włosami. Wszystko wydawało się być zwyczajne i takie nudne. Postanowiłam, poradzić się mamę o to, dlatego wyszłam z łazienki, prosto kierując się do drzwi wejściowych z mojego pokoju. Gdy miałam już nacisnąć zauważyłam, że tajemniczy naszyjnik jest zawieszony na moim serdecznym palcu. Obróciłam się, zerkając na komodę. Musiałam zaczepić o niego idąc tutaj. Wróciłam do łazienki, aby włożyć go do mojej kosmetyczki, ponieważ nie chciałam, żeby się gdzieś zawieruszył. Przed tym przyłożyłam go do swojego dekoltu, uśmiechając się. Odgarnęłam włosy na bok, po czym owinęłam łańcuszek wokół swojej szyi. W chwili, gdy próbowałam zapiąć go, poczułam czyjś ciepły oddech na ramieniu. Lekko się wzdrygnęłam, po czym się dokładnie wokół rozejrzałam. Musiało mi się tylko wydawać, ponieważ w pomieszczeniu byłam tylko ja. Wypuściłam z ust ciche westchnienie, zawieszając naszyjnik na swojej szyi. Spojrzałam w lustro, uśmiechając się. Idealnie pasował do mojej sukienki, a nawet wyglądał jakbym go kupiła w komplecie z nią. Sięgnęłam po szczotkę, przeczesując nią włosy, po czym sięgnęłam po lokówkę. Nie potrzebowałam żadnych dziwactw, a loki były moją najlepiej sprawdzoną fryzurą. Zatem podpięłam urządzenie do gniazdka i odczekałam chwilę by się rozgrzała, po czym zaczęłam nią owijać pasma swoich włosów. Po dłuższym czasie, uzyskałam swój efekt, a więc sprzątnęłam lokówkę do szafki pod umywalką i wykonałam lekki makijaż.
Równocześnie z moim wyjściem z łazienki, usłyszałam pukanie do drzwi, które chwilę potem się otworzyły, a do pokoju wkroczył Lucas. Przywitałam go szerokim uśmiechem i założyłam na swoje stopy baleriny, a następnie do niego podeszłam, mocno się wtulając w jego klatkę piersiową. Dobrze czułam zapach jego wody kolońskiej, jednak coś mi w niej nie pasowało. Zapach strasznie gryzł mój nos, chociaż dotąd go uwielbiałam.
- Czeeeść - powiedziałam zdecydowanie przedłużając to słowo, kiedy on otulił mnie swoimi rękoma. Czułam się wyjątkowo nieswojo, dlatego już po kilku sekundach odsunęłam się od niego. Usiadłam na łóżku, klepiąc miejsce obok siebie. - Siadaj. Co u ciebie? - zapytałam z nieco przesadną uprzejmością w głosie. Co się ze mną działo? Tęskniłam za nim, chciałam go tu, a zachowywałam się i czułam jakby był kimś całkowicie obcym. Chyba wyjazd tutaj nie zrobił mi za dobrze tak jak planowała moja mama.
- Wszystko w porządku, a u ciebie? Widzę, że się cieszysz, że już niedługo stąd wyjeżdżasz. Pamiętam jak jeszcze jakiś czas temu narzekałaś, że chcesz do domu - zaśmiał się, lecz ja spojrzałam na niego zdezorientowanym wzrokiem. Nie, chciałam tu zostać, a on mógłby stąd wreszcie spadać, bo już stawał sę powoli irytujący. Chwila, co? 
Przygryzłam wargę, karcąc się w duchu za swoje myśli, które miałam nadzieję pozostały w mojej głowie, a ja nie nie wypowiedziałam ich na głos. Spojrzałam na oczy blondyna, jednak w nich wciąż było tyle miłości i uwielbienia do mnie co zawsze, więc na szczęście nie dowiedział się o moich prawdziwych intencjach. Nie, to nie były intencje. Przecież to był mój chłopak, kochałam go. Przyłożyłam dłoń do swojego czoła, sprawdzając czy nie mam gorączki, bo to było pewne, że skoro tak się zachowywałam, musiałam być chora.
- Co robisz Liz? Wszystko okej? Dobrze się czujesz?
- Tak, tak.. - wymamrotałam i zaczęłam głęboko oddychać, patrząc się w podłogę. 
Dopiero teraz zorientowałam się, że własną ręką gorączki sobie nie zmierzę. Ale przecież nie pójdę po termometr, bo Lucas zacznie się martwić. Był strasznie opiekuńczy i zawsze, kiedy chociaż nieco gorzej się poczułam, odstawiał dosłownie cyrk, abym chociaż trochę poczuła się lepiej. Boże, znowu, jaki cyrk? Przecież jeszcze niedawno uważałam za urocze to jak się o mnie troszczył.
- Liz? Kto to jest i..? - zapytał Lucas, urywając w połowie zdania, a po jego głosie od razu mogłam poznać, że jest zszokowany. 
Podniosłam wzrok, najpierw patrząc na jego zdziwioną minę, a potem na miejsce, w które patrzył. Czułam jak robi mi się słabo, jednak co dziwne, moje ciało zaczęła również ogarniać nieopisana złość i oburzenie, zarówno jak i.. szczęście, które nie wiedziałam jaki związek miało z pozostałymi uczuciami i w jaki sposób mogłam je odczuwać w takich okolicznościach. Bo co tu niby robił Harry? I to na dodatek zeskakujący z parapetu mojego okna, przez które właśnie wszedł?
- Co ty tu robisz?! - krzyknęłam, wstając z gwałtownością z łóżka i podchodząc do szatyna. Miałam ochotę go po prostu uderzyć. Nie miał prawa wkraczać do mojego pokoju po jego ostatniej wizycie tutaj. I jeśli już to na pewno nie oknem!
- Ja? Nic - zaśmiał się, kiedy Lucas stanął obok mnie i mocno złapał mnie za rękę. Jego strach był wyczuwalny nawet w powietrzu. Ta, taki chłopak, że przed pierwszym lepszym niebezpieczeństwem pierwszy by zwiał, a mnie zostawił samą. Elizabeth, skończ już wreszcie, to twój chłopak.
- Kim jesteś? - zapytał blondyn, próbując kontrolować swój oddech, kiedy ja próbowałam wydostać swoją dłoń z jego, ponieważ jego uścisk stawał się już nieco bolesny przez jego kościste palce wbijające się w moją rękę.
- Chłopakiem Liz - odpowiedział bez żadnych emocji Harry, a ja przestałam prób wyjęcia swojej dłoni z Lucasa i zaniemówiłam, pozostając przy tym bez nawet najmniejszego ruchu. Myślałam, że moje oczy po prostu sobie wyskoczą i wybiegną za drzwi, jak najdalej od tego miejsca. Jak, jak on śmiał? Przychodzić tu i nazywać mnie swoją dziewczyną! Przecież miałam chłopaka, poza tym on mnie odpychał i ugh, nigdy w życiu nie chciałabym z nim nawet być!
- To ja jestem chłopakiem Liz - oznajmił pewnie Lucas, unosząc nasze splecione dłonie i stając na przeciwko Harry'ego, co wydawało mi się miało za zadanie pokazać mu swoją wyższość. Ale raczej tylko w przenośni, bo blondyn był od niego niższy o więcej niż pół głowy.
Zirytowana tym wszystkim wyrwałam rękę z uścisku chłopaka. Może to wyglądało jak jakaś komedia, ale na pewno nie było nią dla mnie. Nawet nie miałam słów na to, aby określić to jak bardzo żenująca scena rozgrywała się w tym momencie w moim pokoju.
- Wiesz co chłoptasiu? - zaczął Harry, a ja tylko czekałam na jego kolejne słowa. Jeszcze nie skończył mówić, a ja już byłam pewna, że ta wypowiedź przeważy szalę, a ja po prostu przed nim wybuchnę. - To, że powiedziałem, że jestem chłopakiem Elizabeth było już wystarczającym powodem, abyś wziął swoją dupę i wyszedł o tamtymi drzwiami. - dokończył, wskazując na drzwi, a ja zacisnęłam pięści.
- Czy ty nie możesz wreszcie zrozumieć, że to, że cię pocałowałam nie oznaczało, że jesteś moim chłopakiem?! Kocham Lucasa i tylko Lucasa! I to on jest moim chłopakiem, dlatego wracaj skąd przyszedłeś, bo z każdym kolejnym spotkaniem z tobą, moje życie coraz bardziej chowa się w gruzach! - krzyczałam, a do moich oczu dochodziło coraz więcej łez.
 Przez łzy nawet nie zauważyłam, kiedy Harry przeszedł przez okno z zaciśniętą szczęką i wszedł znów na drzewo, a potem już tylko z niego zeskoczył i po przeskoczeniu przez płot, zniknął za ogrodzeniem tego domu. Bezradnie spoczęłam na łóżku, zaczynając głośno płakać. Jednak to nie powstrzymało Lucasa przed głośnym i dosadnym wyrażeniem swojego zdania przede mną.
- Ja.. Boże, ja po prostu nie wierzę! Nie wierzę, że się tak zachowałaś! Ty.. ty.. ty jesteś zwyczajną dziwką! - wykrzyczał, kiedy ja zrzuciłam ze swoich nóg obuwie, podciągając kolana pod brodę i zatapiając się w potoku swoich łez. - Powiesz mi dlaczego to zrobiłaś? Serio jestem aż tak beznadziejnym chłopakiem, abyś musiała znaleźć sobie kogoś innego? Tylko matko kochana, nie musiałaś przede mną tego ukrywać!
- L-Lucas.. T-to nie tak j-jak myślisz.. - jąkałam się, z każdą chwilą płacząc coraz bardziej. Nawet nie wiedziałam jak się wytłumaczyć. Pocałowałam Harry'ego pod wpływem chwili. Ja naprawdę nic do niego nie czułam, naprawdę..
- Wiesz co? Nie interesuje mnie już twoje zdanie, twoje wytłumaczenie. To koniec. I nawet do mnie już nie dzwoń - odparł stanowczo i wyszedł z pokoju, trzaskając przy tym głośno drzwiami. Czułam się jeszcze bardziej pusta niż wcześniej. Wszystko zniszczyłam, po prostu wszystko. A było to winą tylko i wyłącznie Harry'ego. W przyszłym życiu powinien jak najdłuższej smażyć się w piekle.
****************************************************
Z każdym rozdziałem przerażam siebie coraz bardziej. I to dlatego, że zeszły rozdział, który miał być najdłuższy, pobiłam w długości tym! I może to irytujące, że gadam tak ciągle o tym ile rozdział ma, ale porównując z tym co pisałam na początku, ten jest dwa razy dłuższy! Teraz już nie potrzebuję jakichś nagród i podziękowań, bo tym razem to jak długi jest ten rozdział jest prezentem dla was. A wszystko dlatego, że prosiłam Was o tylko 15 komentarze a uzyskałam aż DWADZIEŚCIA TRZY. I naprawdę, patrzę się w tą liczbę z ogromnym szokiem, ponieważ to mój największy rekord z komentarzami spośród wszystkich opowiadań jakie kiedykolwiek pisałam i po prostu to jest dla mnie ogromny sukces, że tak wiele osób czyta to fanfiction! Dlatego ogromnie Wam dziękuję i mam nadzieję, że rozdział się spodobał. Ja szczerze co chwila przy pisaniu go, śmiałam się. Swoją drogą, fanów szablonów na tym blogu zapraszam na http://remindmelove.blogspot.com/ czyli szabloniarnię, którą przedwczoraj utworzyłam. Tam będziecie mogli zamawiać szablony lub pobierać te, które będą wolne. Ach, no i chciałabym podziękować Wam za życzenia sylwestrowe, bo mimo tego, że myślałam, że będę siedziała sama w domu z rodzicami, byłam na imprezie u koleżanek! Co prawda umierałam po nim dwa dni, bo wypiłam trochę za dużo szampana, ale to już trochę inna bajka, haha. Do napisania misiaczki. x

24 komentarze:

  1. Rozdział wyszedł ci wspaniale. Uwielbiam to jak Harry jest zły, ale zszokowało mnie to, że przyszedł do Liz. Czekam z niecierpliwością na następny. Pozdrawiam i życzę weny

    OdpowiedzUsuń
  2. uhiuhuu xD jaki Harry :D czekam na nowy :)

    OdpowiedzUsuń
  3. początek z tym wisiorkiem zapowiadał się tak słodko i wgl,
    a potem "lucas przyjeżdża"

    a ja takie: KURWA, TYLKO NIE TO

    a wtedy ty:
    "UGH LUCAS SIĘ ZROBIŁ IRYTUJACY"

    A wtedy ja:
    "UUUU, ZACZYNA SIĘ DZIAĆ. MA KTOŚ POPCORN?"

    I ty:
    "Harry: LIZ JEST MOJĄ DZIEWCZYNĄ"

    I wtedy ja: :OOOOOOOOOOO

    A wtedy ty:
    "TO, ZE CIĘ POCAŁOWAŁAM NIC NIE ZNACZY. (...) WYNOŚ SIĘ"

    A ja takie:
    "OMG OMG OMG OMG OMG OMG OMG COŚ SIĘ DZIEJE"

    I ty:
    "Musimy zerwać"

    A w tym czasie ja:
    :OOOOOOOOO *chwilę później :OOOOOOOOO *chwilę później* TAK TAK TAK TAK!!!!! WON LUCAS, SUŃ DUPE HARREMU


    O cholera,
    TYLE EMOCJI
    JEJKU
    ZNACZY WIESZ... NAWET LUBIĘ LUCASA, ALE FAWORYZUJĘ HARREGO XDDDD
    JESTEM TAKA KREJZI
    #TEAMHARRY
    HIHIHIHIHIHI

    DZIĘKUJĘ.
    ŚWIETNE OPOWIADANIE, ŚWIETNY ROZDZIAŁ

    ILY,
    @luoeh

    OdpowiedzUsuń
  4. Zgodzę się z powyższym komentarzem, tyle emocji xd świetny i nie mogę doczekać się kolejnego. Lucas wydawał się spoko, aż do momentu kiedy nazwał Liz "dziwka" co to, to nie kolego. By the way błagam o wybaczenie za to, że nie skomentowałam 18 ale po prostu nie zdążyłam, wróciłam wczoraj zza granicy, gdzie byłam odłączona od świata i nie dało rady skomentować. Czekam na nexta <3

    OdpowiedzUsuń
  5. OMG OMG OMG CO SIĘ TU STAŁO...!!!!???GHAHHAHAA NIEE MOGĘ SIĘ PRZESTAĆ CIESZYĆ?! CZY RACZEJ MEGA ZACHWYCAĆ!!!;))))
    Mega bomba z tego rozdziału !!!o boszzz chcę kolejny twoje ff jest jednym z moich ulubionych ;)))
    Pozdrawiam i plisss dodaj kolejny megaśny szybki, długi rozdział szybko !!! Kocham toooo!!;D
    @Best_faan_ever

    OdpowiedzUsuń
  6. Tak świetny rozdział, że mój klops smakował 5x lepiej podczas jedzenia niż zwykle :D Czułam na początku, że Lucas to pi*ka taka :( ale ciekawe, czy Harry wybaczy po jej słowach
    TYYYYYLE EMOCJI

    OdpowiedzUsuń
  7. O mój boŻe tyle emocji jezzu moje biedne serducho :)) mam nadzieje na jakiś harriz moment oooo ale Łukasz sb poszedł Harry masz pole do popisu nie spieprz tego kochany

    OdpowiedzUsuń
  8. Uuuu... dzieje się dzieje. :)
    Czekam na następny.
    Pozdrawiam i życzę weny. <3

    OdpowiedzUsuń
  9. Genialny !!! Nareszcie ona jest wolna i Harry też jest wolny :) czekam nn ;*
    Xoxo @JustynaJanik3

    OdpowiedzUsuń
  10. świetny rozdział ..tyle emocji aww *.*Czekam z niecierpliwością na nowy :)

    OdpowiedzUsuń
  11. O matko co tu się dzieje?! ;o CZEKAM NA NEXTA! <3 ~@heroineNIaller

    OdpowiedzUsuń
  12. Niech Harry bedzie z Liz !<3 Ploseeeee

    OdpowiedzUsuń
  13. Jej własnie teraz zauważyłam że jest nowy i boże nareszcie nie bd Lukasa ciekawe co dalej z Harrym i wgl jezu nie mg się doczekać :*

    OdpowiedzUsuń
  14. Rozdział super! Pisz dalej, djhbdshkbdh

    OdpowiedzUsuń
  15. prooosze zeby harry sie zmienil i byl z liz :/

    OdpowiedzUsuń
  16. O boże boskieee!!!!
    CHCE JUZ KOLEJNY ROZDZIAŁ!!!!!!! ♥♥♥♥

    OdpowiedzUsuń
  17. Samotność, narkotyki, uczucie. Nowe opowiadanie o Zaynie Maliku. Zapraszam http://destructionindarkness.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  18. Prowadzisz jeszcze tego bloga ? Jeśli nie to smutno bo naprawdę mnie wciągnełaś . Uzalezniłąm się. ;)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no pewnie, że prowadzę. po prostu nie mam czasu na napisanie kolejnego rozdziału :(

      Usuń
  19. Swietny rozdział. Wszystko przez ten naszyjnik Harry zniszczył wszystko
    Podoba mi się.
    @JustinePayne81

    OdpowiedzUsuń
  20. Szczerze ja jestem chyba pojebana bo chciało mi się śmiać przez całą tą akcje kiedy ona ryczala i wgl rozpierdolila cale swoje życie
    Kurwa
    OMG
    Co jest ze mną nie tak?
    Znając mnie ja przeważnie przy takich akcjach Rydze a nie śmieje się
    Kurwa jestem tak pojebana
    że Jebłam i nie wstaje

    Hahahahha nie no nie mg z siebie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sorry nie ma bata musiał am to skomentować całuski

      Usuń