środa, 22 stycznia 2014

Rozdział dwudziesty drugi

*Harry's POV*
Bankiet odbywał się w siedzibie jednej z nawiększych korporacji działających w mieście. Było to kłębisko osób znanych z pierwszych stron gazet, zatem i obrzydliwie bogatych. Dlatego właśnie znajdowałem się na nim, aby spotkać człowieka którego szukam, bo zdecydowanie należał on do tej grupy osób. Cała impreza była organizowana pod hasłem obrony praw człowieka, której dotyczyły wszelkie zdjęcia i obrazy, jakie widniały na ścianach. Na sam koniec miała odbyć się licytacja arcydzieła, z której dochód miał iść na słabo rozwinięte cywilizacje w Afryce. Wydawało mi się to trochę śmieszne, ponieważ każda z osób tutaj znajdujących się była typem wyzyskiwacza, mającego gdzieś ludzkie dobro. Byłem pewien, że gdyby ten obraz z licytacji nie był wart kupę kasy, sala świeciłaby pustkami.
Spojrzałem na Liz, która w międzyczasie zainteresowała się jedną z fotografii. Przedstawiała trójkę ciemnych dzieci, na oko w wieku nie więcej niż dziesięciu lat. Zgadywałem, że byli rodzeństwem albo paczką zgranych przyjaciół. Chociaż byli wychudzeni i prawie nadzy, uśmiechali się. Z ich oczu biła radość. Dziewczyna patrzyła na zdjęcie niczym na czarodziejskie zwierciadło, nie mogąc się od niego oderwać. Jej oczy były skupione i zamyślone, wyrażało się w nich również niemałe współczucie.
- Wiesz Harry - odezwała się niespodziewanie, wybijając mnie również z transu podziwiania jej urody. - To niesamowite, że ktoś taki, kto nie ma teoretycznie nic, ma praktycznie wszystko.
- Tak, tak - przytaknąłem, zdecydowanie zbyt wątpliwie, ponieważ dziewczyna prawie od razu zauważyła moje prawdziwe zdanie o tym wszystkim - byłem po prostu całkowicie obojętny w tej sprawie. Nie interesowały mnie życia jakichś afrykańskich dzieciaków, które i tak pewnie umrą na malarię, HIV, czy co tam jeszcze panuje na ich kontynencie.
- Uch, ty naprawdę nie rozumiesz? - spytała zrezygnowana dziewczyna. Z jej zielonych oczu jak z kartki mogłem wyczytać, że nie pojmowała mojego stanowiska. Już szykowałem się na atak z jej strony, którego o dziwo się nie doczekałem. - Spójrz, oni są biedni, nie mają pieniędzy, praktycznie zero warunków do życia. Mimo to uśmiechają się, ponieważ są szczęśliwi. Mają siebie, to im wystarczy. Potrafiłbyś być taki jak oni? Na pewno nie. Nam tutaj w Ameryce przesłaniają wszystko wartości materialne. Człowiek stał się..
- Okej, okej, czaję - przerwałem jej, nie chcąc dalej słuchać jej wykładów o życiach bogatych ludzi w Ameryce, którzy praktycznie śpią na pieniądzach, kiedy inni głodują. Zresztą nie był to jedynie problem Afryki, ponieważ na całym świecie ludzie chodzą po ulicach z pustym brzuchem, a cały świat interesuje się tylko Czarnym Lądem. Chociaż to i tak nie miało dla mnie znaczenia. Jedyne co mnie interesowało to tu i teraz. Nie jestem ani tamtymi dzieciakami, ani biedakami koczującymi pod miejscowymi sklepikami. Jestem Harry Styles i stać mnie na wszystko, więc dlaczego miałbym interesować się kimś, kto nawet mi nie dorównuje i zapewne nigdy nie dorówna?
- Nie, nie czaisz. Zresztą nieważne. Masz wyższe cele życiowe. Bo przecież jesteś jednym z tych, którzy zabijają, więc po co ja od ciebie wymagam jakiejkolwiek wrażliwości na ludzką krzywdę skoro jej nawet w tobie nie znajdę, bo jej nie masz. Jedyne co potrafisz to krzywdzić - westchnęła ciężko, krzyżując ręce na piersi i odwracając wzrok. Ugryzło mnie sumienie, nie powinienem się tak zachować. Miała rację, zabijałem i raniłem. Tym razem nie miałem nic na swoją obronę, dlatego milczałem. Dziewczyna ciężko wypuściła z siebie powietrze, znów była na mnie zła. - Idę do łazienki poprawić makijaż, nie waż się nawet za mną iść - ostrzegła, szybko oddalając się w kierunku łazienek. Złapałem za pierwszy lepszy kieliszek szampana z tacy kelnera, który przechodził właśnie obok. To miał być idealny wieczór, ale oczywiście jak zwykle, coś musiało się spieprzyć.
Kiedy blondynka nie wychodziła z łazienki przez ponad dziesięć minut, zacząłem się martwić. No bo ile można się malować? Odstawiłem pusty kieliszek na czyjś stolik, po czym zacząłem wolno kroczyć w stronę toalet. Czułem jak ogarnia mnie stres. Nie wiedziałem, czy Liz tylko sobie że mną pogrywa, czy może jej się coś stało. Miałem również nadzieję, ze nie uciekła.
*Liz's POV*
Patrzyłam w lustro łazienkowe, próbując znaleźć cel swoich działań. Zaczęłam być miła dla Harry'ego, który przez pewien czas wydawał się starać o mnie. Jednak było to tylko złudne wrażenie, on był dupkiem, bawił się mną. Byłam niemal pewna tego, że zabrał mnie tutaj tylko po to żeby poczarować mi przed nosem, a następnie przelecieć i odejść bez słowa. Był tego typu człowiekiem, nie miał uczuć. Surowo karciłam się w duchu za swoje wszystkie działania. Mogłam go wtedy nie całować, a potem wydać policji. Lub chociażby wywalić go z mojego domu zanim zepsuł moją przyszłość z Lucasem. Tak cholernie go nienawidziłam. Zarówno tak jak siebie. Bo co ja myślałam? Że jak będę dla niego miła i dam mu kolejną szansę to się zmieni? Niby w kogo? W Matkę Teresę z Kalkuty? Byłam niesamowicie naiwna. Prychnęłam, odwracając wzrok od lustra. Czułam się tak żałośnie, że nawet nie mogłam na siebie patrzeć.
To było dziwne, ale praktycznie odkąd tu weszłam, czułam jakby ktoś mnie obserwował. Rozglądałam się dookoła już kilka razy, by upewnić się czy to nie Styles, jednak za każdym razem okazywało się, że wciąż jestem tu tylko ja. Jestem i jak zawsze marudzę. Zanim Harry nie pojawił się w moim życiu nigdy tak nie było. Należałam do wiecznie uśmiechniętych. cieszących się swoim życiem osób. Teraz to wszystko się zmieniło. Nagle usłyszałam trzask, spojrzałam w stronę kabin, skąd wydawało mi się dobiegał odgłos. Błędnie, nikogo tam nie było. Miałam już jakieś omamy, które..
- A teraz grzecznie - usłyszałam znajomy męski głos, warczący do mojego ucha, kiedy jedną ręką zasłonił mi usta, powstrzymując mnie od krzyku, a drugą opętał moje ciało tak, że nie mogłam się ruszyć nawet o milimetr. Zauważyłam, że trzymał w niej nóż, którego ostrze niezbyt kusząco błyszczało w świetle lamp, wiszących przy lustrach. Zadrżałam że strachu.
Chciałam coś odpowiedzieć, zaprotestować, lecz jedyne co wyszło z moich ust to niewyraźne mamrotanie zduszone przez dłoń napastnika. Spojrzałam na niego kątem oka. Tak, głos był znajomy, bo to był ten sam facet, który jeszcze niedawno uratował mi życie i pomógł uciec z domu Stylesa. Teraz raczej nie miał przyjacielskich stosunków. Z każdą sekundą zaczęłam żałować tego, że nie pozwoliłam Harry'emu za sobą iść. Chociaż co się stało z tym jego buntowniczym usposobieniem?! Jeszcze dziś rano bez mojego pozwolenia wtargnął do mojej łazienki, a teraz stał na sali w tłumie ludzi, grzecznie popijając szampana. Poczułam jak.. Lewis.. Nie, chwila. To był Louis. Nie, też nie, Louis to był ten od Stylesa, który wymagał pilnej wizyty w poradni zdrowia psychicznego. On miał.. Nie pamiętałam jak na imię było temu kolesiowi, ale zaczął ciągnąć mnie w stronę kabin. Wystraszona jeszcze bardziej, tym razem przez to, że szatyn najprawdopodobniej chciał mnie zgwałcić, zaczęłam się szarpać i płakać. Jednak bezskutecznie, miał zdecydowaną przewagę w sile.
Kiedy miał już zamykać drzwi od kabiny, zauważyłam kogoś wchodzącego do toalety. Tak, to musiało być moje wybawienie. Zaczęłam krzyczeć w rękę chłopaka, który widocznie zauważył niespodziewanego gościa będącego.. Harrym. Dzięki Bogu, że zorientował się, że coś jest nie tak. Szybko dopadł do drzwi, jednak nie aż tak, by zdążyć przed moim napastnikiem, który zdążył je zablokować. Styles szarpał za klamkę, jednak wciąż trzymający mnie mocno szatyn nie tracił czasu i kliknął jakiś guzik pod muszlą, który spowodował, że toaleta odjechała, ukazując przed nami na oko metrowe wejście na jakiś ciemny korytarz. Zauważyłam, że Styles zamierza wywarzyć drzwi, które trzęsły się niemiłosiernie pod uderzaniami jego ciała. Prosiłam w myślach, aby udało mu się je wywalić zanim coś się stanie.
Nie wiedziałam nawet kiedy, zostałam wepchnięta w ciemny tunel razem z kolesiem, a ściana za nami zamknęła się. Po drugiej stronie usłyszałam huk i krzyki Harry'ego, który widocznie zdążył już sforsować drzwi. Jednak zdecydowanie za późno. W moich oczach pojawiły się łzy. W korytarzu zapaliło się światło, a ja ujrzałam burgundowe ściany oprawione w stare, zakurzone obrazy. To wszystko wyglądało mrocznie i niezbyt zachęcająco. Wokół było pełno drzwi. Chłopak mocno złapał mnie za nadgarstek i zaczął ciągnąć wzdłuż korytarza, a w moim nosie zradzała się coraz większa potrzeba by kichnąć. W pewnym momencie pociągnął za jedną z klamek drzwi, które otworzyły się, dając dostęp oślepiającemu światłu, aby wdarło się na korytarz. Zamknęłam oczy, bojąc się tego, co zaraz może nastąpić.
****************************************************
No więc nie jest tak gorąco jak się spodziewaliście. W sumie nie jest w ogóle gorąco, bo no cóż, długościowo wyszłoby zdeeecydowanie za długo, a to co miałabym napisać w kolejnym rozdziale byłoby zdecydooooooowanie za krótkie. Dlatego ten jeden rozdział rozłożyłam na dwa. A jeśli pytacie o to kiedy będzie to wasze gorąco, o którym myślicie, z początku obiecywałam w 25 rozdziale, ale że ostatnio zaczęłam rozkładać te rozdziały na połowy, nie jestem tego zbyt pewna. Ale mogę Wam obiecać, że jeszcze przed trzydziestką będzie coś w tym rodzaju! :) Swoją drogą zamierzam stworzyć nowy szablon, bo ten napraaawdę mi się znudził (może nie sam nagłówek, co CSS, który mnie już strasznie irytuje). No więc w najbliższym czasie spodziewajcie się czegoś nowego. :D x

16 komentarzy:

  1. Uratowałaś mi tym rozdziałem nudną lekcje :D
    świetny xx

    OdpowiedzUsuń
  2. super , super no co jeszcze mogę powiedzieć ... świetny , trochę krótki ale i tak cudo :D

    OdpowiedzUsuń
  3. o nieeee :c wydaje mi się że to Liam! Niech Harry ją odnajdzie!

    OdpowiedzUsuń
  4. Rozdział prześwietny *.* Dobrze piszesz jednaak to przejście pod toaletą...wydaje się być mało realne :<

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. może trochę zaspoileruję i wytłumaczę. ten dom jest swojego rodzaju siedzibą osób, którzy są wrogami Harry'ego (czyli tych którzy siedzą w tamtym pokoju), a więc wszystko w nim jest wykonane tak, że jeśli ich jakichś przeciwnik tam trafi, oni będą mieli łatwy dostęp do tego, aby go zaatakować. myślę, że nie jest nierealistyczne. a przynajmniej ja tak to widzę oczami swojej wyobraźni, bo właśnie taki jest problem z treściami pisanymi, każdy inaczej sobie wszystko wyobraża i dla jednego coś może być realne, a dla drugiego całkowitą fikcją :p

      Usuń
  5. Matko *o* rozdział genialny ^^
    @Hazza_OMFG
    Zapraszam do mnie: http://sleeplessanddreammore-funfiction.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  6. Genialny !!! Kim był ten koleś? Mam nadzieję, że Harry ją uratuje :)
    Czekam nn ;*
    Xoxo @JustynaJanik3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ten koleś to oczywiście Liam, bo to on uratował Liz z domu Harry'ego. i zaspolieruję, że on ją może nie tak uratuje, co ona uratuje ich obydwoje :)

      Usuń
  7. Tajemne przejście w toalecie? JEZU ja chcę kolejny rozdział i to migiem jak się uda! <3 ~@heroineNialler

    OdpowiedzUsuń
  8. Oh God! Aż zaksztusiłam się kanapką, którą jadłam! Czekam na kolejny ;) x

    OdpowiedzUsuń
  9. jej, jakaś akcja.. to był Liam?! przecież on nie żyję ;o nie wierzę.. ty to umiesz zaskoczyć dziewczyno, uwielbiam Cię! jeszcze to tajemnie przejście w toalecie, jakiś korytarz z mnóstwem drzwi, nie mogę.. emocje biorą górę, nie mogę się doczekać kolejnego :)
    @serioouss xx

    OdpowiedzUsuń
  10. O fuckkk..co się tu stało!!!??;)maga rozdział i nie mam pojęcia jak go opisać bo był mega wykurwisty (sory za przekleństwo ) ta akcja w łazience :O kurcze..biedna Liz ;/ mam nadziej, że nic się nie stanie i Harry coś wykąbinuje ;)) czekam na kolejny super rozdział!!;D Pozdrawiam i życzę weny :))
    Kocham to ff ;*
    Dziękuję, że dodajesz te nieziemskie rozdzdziały:*
    @Best_faan_ever

    OdpowiedzUsuń
  11. CUDOWNE! *.* Masz talent!

    http://never-say-goodbye-baby.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  12. JEZUUU TAK BARDZO PŁACZĘ! :'((
    DAWAJ SZYBKO NASTĘPNY ROZDZIAŁ <3
    KOCHAM CIĘ X

    OdpowiedzUsuń
  13. Szczerze powiedziawszy sama nie wiem co powinnam tutaj napisać - oczywiście liczy się reklama, więc...
    Życie pełne niespodzianek, było codziennym obrazem (nie)zwykłej siedemnastolatki zamieszkującej, miasteczko potocznie nazywane "Miastem Miłości". Aurora wielokrotnie zmagała się z lubującą w dramatycznych historiach, egzystencją. Śmierć rodziców, uzależnienie od narkotyków oraz ból jakiego doświadczyła przez osobę, która stanowić miała dla niej podporę, doprowadziła do nieustannie nękających ją myśli samobójczych. Stojąc na krańcu metalowej belki, marzyła tylko o tym, aby jej cierpienie dobiegło końca. Krok jaki wykonała na przeciw śmierci, zawiódł ją o wiele dalej, niż mogłaby to sobie wyobrazić.

    Harry włócząc się bez celu po Paryżu, pragnął jak najszybciej zapomnieć o palącym uczuciu, rozrywającym jego klatę. Niespełniona miłość zawiodła go aż do Francji, gdzie miał sobie wszystko przemyśleć. Czuł, że może właśnie tutaj, uda się mu odciąć się od problemów, rodziny i kobiet. Spacerując opustoszałą ulicą, nie spodziewał się, że za chwile jego życie obróci się o 180 stopni. Chwila z którą ujrzał, konającą na masce jego samochodu, dziewczynę była jednocześnie najstraszniejszą i najcudowniejszą, w całym jego życiu. Blada twarz brunetki, obalana była srebrzystym światłem, jakie rzucał na nią księżyc. Harry już wtedy zrozumiał, że nie przez przypadek serce nakazało mu przyjechać do Francji.

    Tych dwoje nigdy nie miało pojęcia o swym istnieniu. Tych dwoje nigdy nie przypuszczało, że na ich drodze pojawi się właśnie ktoś taki. Tych dwoje nigdy nie zdawało sobie sprawy z tego, że te wakacje będą w stanie zmienić ich życie...

    Bardzo serdecznie Cię zapraszam - jest to moje drugie podejście z tym opowiadaniem. Liczę na to, że Ci się spodoba i staniesz się wierną czytelniczką. Dużo miłości! Pozdrawiam i Zapraszam - Jerr ♥

    http://do-you-remember-summer-09-new-jerr.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  14. Cudny rozdział, z niecierpliwością czekam na następny! <3 Mam nadzieję że Harry uratuje Liz o.o
    @Liam_My_Loves

    OdpowiedzUsuń