wtorek, 17 grudnia 2013

Rozdział szesnasty

*Harry's POV*
Nad ranem przeniosłem Liz do swojej sypialni, ponieważ stwierdziłem, że już nawet jej nie więżę tutaj, a traktuję jak gościa. Dlatego wśród strzelaniny wręcz biegłem w stronę pokoju, w którym przebywała. Mimo tego, że drzwi były zamknięte, musiałem być pewien, że jest bezpieczna, a nawet ja stąd wydostać.
Kiedy otworzyłem drzwi, zauważyłem że dziewczyny nie było. Moje serce ogarnął niespodziewany niepokój, a ja zacząłem dramatycznie zastanawiać się gdzie ona jest. Uciekła? A może ktoś ją porwał? Po dramatycznym przeszukiwaniu pokoju wzrokiem moje oczy wbiły się w dziurę w oknie oraz leżące na podłodze kawałki szkła. Cholera, czyli jednak..
***
Kolejny tydzień spędziłem w domu rodzinnym Andy'ego. Nie chciałem wracać do domu, ponieważ nie miałem zamiaru narażać się ludziom Wickera, którzy pewnie co chwilę kontrolowali teren. Mimo wszystko było trudno, bo temat gangu musiałem trzymać z daleka ze względu na to, że rodzice i dwie młodsze siostry chłopaka nie miały żadnego pojęcia o tym, że chłopak prowadzi podwójne życie. Przez ten czas zorientowałem się również o braku swojego telefonu, który jak zgadywałem, zostawiłem w sypialni, będąc rozkojarzonym przez szukanie Liz. Do tej pory wciąż nie wiedziałem co się z nią działo.
Dopiero ósmego dnia zdecydowałem się na powrót do domu, chociażby w samym celu odnalezienia komórki. Ale jeśli banda tamtego sukinsyna się tu kręciła, to szanse na odzyskanie urządzenia wynosiły mniej niż zero. Pojawienie się w tej okolicy samemu było ryzykowne, jednak nikt z moich jeszcze żyjących kumpli nie chciał narażać swojego życia dla głupiego telefonu. Jednak gdyby tylko ktoś niepowołany go odnalazł, cała nasza grupa, wciąż jeszcze żyjących członków gangu, miałaby przesrane.
Ostrożnie pojechałem pod jasny budynek, wciąż przeglądając się wokół. Nie chciałem znienacka oderwać kulką w łeb. Jednak jak na razie, zapowiadało się na to, że jest czysto. Wszedłem do domu, chodząc po korytarzach i za każdym razem sprawdzając, czy nie było kogoś w pobliżu. Widziałem tylko różnorakie trupy, zaśmiecające moje nowe, pół roku temu wymieniane podłogi. Wraz z otwarciem drzwi do mojej sypialni, usłyszałem znaną melodyjkę, która dobiegała z telefonu, który właśnie brzęczał z łóżka. Złapałem go do ręki szybkim ruchem, zarazem go odbierając.
- Halo? - zapytałem, kiedy właśnie się zorientowałem, że nawet nie spojrzałem kto dzwoni.
- Serio Styles? Dopiero teraz? Myślałem, że już straciłeś łeb - odpowiedział Liam, a ja zmarszczyłem brwi.
- Czekaj chwilę - odpowiedziałem, po czym wszedłem w ekran główny telefonu. Zaśmiałem się cicho, gdy ujrzałem powiadomienie o dwustu jedenastu nieodebranych połączeniach. Znów przybliżyłlem komórkę do swojego ucha. - Po prostu w pewnym sensie zgubiłem telefon.
- Ty to zawsze coś.
- Ta. Tyle że laska mi zginęła.
- Chodzi ci o taką trochę ponad metr pięćdziesiąt blondynkę
- Boże, masz ją?
- Ta, Tomlinson kazał mi ją zgarnąć, bo z tego co zauważyłem niezłą zadymę miałeś w domu - zaśmiał się chłopak, a moje serce napełniła ulga. Nareszcie miałem pewność, że Liz jest bezpieczna. Co prawda nie była dla mnie nikim ważnym, ale.. no fajnie, że była cała.
- Gdzie jest? - zapytałem, zmierzając ku wyjściu z domu.
- W Newton.
- Pojebało cię? Przecież tam od razu mogli was znaleźć. - Wsiadłem do swojego Ferrari, od razu włączając silnik. Stąd do Newton było coś około siedemnastu mil, a więc nie zajmie mi dużo czasu dotarcie tam. - Ugh, będę tam za nie więcej niż pół godziny - dodałem, natychmiastowo się rozłączając.
Jechałem szybciej niż ograniczenia nakazywały. Miałem wewnętrzne pragnienie, aby zobaczyć uśmiechniętą twarz dziewczyny i.. I trafiłem w korek uliczny, cholera. Zaczynałem czuć się w środku rozdarty. Chciałem jak najszybciej tam dojechać, jednak nie mogłem. Co oznaczały te wszystkie moje myśli? Uczucia? To wszystko mnie już przerastało. Jakim cudem Liz z osoby, którą chciałem zabić, stała się osobą, od której nie mogłem odciągnąć swoich myśli. Mówienie sobie żebym się ogarnął nawet nie działało. Co się ze mną do cholery działo? 
Po trochę więcej niż godzinie dotarłem na miejsca. Raczej nigdy nie przywiązywałem wagi do czasu, a spóźniałem się systematycznie. Jednak tym razem nieco mnie gryzł fakt, że przybyłem tutaj w dwukrotnie dłuższym czasie niż zapowiedziałem. Szybko wysiadłem z samochodu, kierując się do drzwi wejściowych domu. Zacząłem głośno walić w nie ręką, przez co już po kilku minutach otworzył mi je Payne. 
- Ciszej człowieku. Nie jesteś w burdelu - zaśmiał się, a ja przewróciłem oczami, wymijając go i wpychając się do środka.
- Gdzie jest? - zapytałem krótko, rozglądając się wokół w poszukiwaniu blondynki.
- Drugie drzwi po prawo - powiedział, kiwając głową w stronę długiego korytarza. Szybko tam się udałem.
Jednak zanim wszedłem, poczułem lekkie zdenerwowanie. Co niby jej powiem? Cześć wróciłem i zabieram cię z powrotem? Z powrotem gdzie? Bo na pewno nie do mojego domu. Nagle zorientowałem się, że nawet nie wiem co tu robię. Przecież mogłem powiedzieć Liamowi, aby ją odwiózł do domu, a ja mógłbym wrócić spokojnie do swojego dawnego życia. Wziąłem głęboki wdech, niepewnie nacisnąłem na klamkę. Po pchnięciu drzwiami do środka zobaczyłem Liz stojącą przed lustrem i czeszącą swoje włosy. 
- Cześć - powiedziałem cicho, prawie niesłyszalnie. Mimo wszystko dziewczyna się odwróciła i uraczyła mnie swoim uśmiechem, a jej oczy zaczęły błyszczeć.
- Harry - odpowiedziała równie cicho, co ja. Przybliżyła się również do mnie o kilka kroków i rzuciła szczotkę na łóżko.
Wyglądała dużo lepiej niż ostatnio ją widziałem. A może to przez to, że nigdy dotąd nie widziałem ją w pełnym świetle słonecznym? Teraz wydawała mi się być niesamowicie piękna.. Chyba za bardzo się rozpędziłem z tymi komplementami. Chyba niedługo będę chory. A może już nawet w tej chwili mam gorączkę?
Również się do niej zbliżyłem. Cisza, która była między nami wypełniała całe pomieszczenie, budując między nami coraz większe napięcie. Czułem, że w tej chwili nie potrzeba było żadnych słów. Jedynie wpatrywaliśmy się w swoje oczy. Nachyliłem się nad nią. To się zdarzyło szybko, a ja nie mogłem się powstrzymać. Po prostu ją pocałowałem. Nie wiem jaka siła mnie do tego zaciągnęła, jednak kiedy nasze usta się połączyły, czułem jakbyśmy mieli trwać tak na wieczność. Bez żadnego ruchu. Obydwoje złączeni ze sobą..
Usłyszałem trzask otwieranych drzwi, które z gwałtownością uderzyły o ścianę. Natychmiastowo oderwałem się od dziewczyny, odwracając się w stronę wejścia. Cholera jasna, co tu robiła policja?
****************************************************
O matko, z opisami uczuć i wszystkimi innymi na pewno przesadziłam. Ale mam nadzieję, że końcówka Wam się spodobała! I dla wszystkich osób, które czekają na Niallera, pojawi się on już w następnym rozdziale! :) x

11 komentarzy:

  1. Świetny rozdział!;) Dlaczego skończył się w takim momencie ja się pytam?!!;_;
    Aż nie mogę doczekać się następnego;)
    Czekam @ Best_faan_ever

    OdpowiedzUsuń
  2. Uuuuu boski !!! Czekam nn ;*
    Xoxo @JustynaJanik3

    OdpowiedzUsuń
  3. Napiecie rośnie!
    pisz dalej xx

    OdpowiedzUsuń
  4. Aww, to takie słodkie. Harry gangster się zakochał ;) Cudowny rozdział. Czekam na następny jak zwykle niecierpliwie. Xx

    OdpowiedzUsuń
  5. Genialny rozdział czekam na następny :)
    @Minkaaa6

    OdpowiedzUsuń
  6. OMG cudo!! pisz dalej..już nie mogę się doczekać następnego!! <3

    OdpowiedzUsuń
  7. Cudo! Jak zawsze
    chce już nn @Hazza_OMFG

    OdpowiedzUsuń
  8. omggggggggg! Uwielbiam twoje opowiadanie! Masz OGROMNY talent *-*
    W wolnym czasie zapraszam na mój blog: http://story--of-my--life.blogspot.com/ i na blog mojej przyjaciółki: http://never-be-well.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  9. Blog został pomyślnie dodany do Ministerstwa.
    + Bardzo ładny szablon *-*
    Pozdrawiam,
    Jesse xx
    [ministerstwo-ff-o-one-direction]

    OdpowiedzUsuń
  10. Woooo, ale akcja.
    Naprawdę mo soe spodobał ten blog
    Ugh, przerwałas w takim emocjonującym momencie
    SHSHDHDBSHAHDVDHAHFBSHSHHSVWH, nie mogę sie doczekać co będzie dalej
    I mimo początkowego zachowania Harrego, jestem w #TEAMHARRY
    I nawet polubiłam Lou.. Nie wiem w sumie czemu, bo jest arogancki i złośliwy, ale jakos go w jakimś stopniu polubiłam....

    Życzę weny i WESOŁYCH ŚWIĄT ANIOŁKU

    @luoeh

    OdpowiedzUsuń
  11. jej, tak mnie wciągnęło, że nie komentowałam, przepraszam. ale ten musiałam zaszczycić! to było piękne, jak on ją pocałował. czułam motyli w brzuchu, czy coś takiego, takie dziwne, ale przyjemne uczucie.. zawsze tak mam, och jak słodko. ostatnie zdanie zwala z nóg, ciekawe co będzie dalej xd
    @serioouss

    OdpowiedzUsuń